porady i konsultacje budowlane

Strona wykorzystuje cookies w celach statystycznych oraz poprawnego działania serwisu.
Zapoznałem się z Regulaminem Serwisu BDB.
projektuj i buduj bez błędów!

prawdy i mity - czyli co mówi fizyka budowli

Jerzy Bogdan Zembrowski

dział 708
temat nr 022

O inżynierach budownictwa i ich roli w procesach budowlanych


Stale spotykam się ze zdziwieniem wielu osób - szczególnie inwestorów, że inżynierowie budownictwa sprawujący funkcję Kierowników Budów oraz Inspektorów Nadzoru Inwestorskiego, często charakteryzują się niskim poziomem wiedzy zawodowej. Nie tylko brak im wiedzy, nie tylko się mylą i często lekceważą zasady sztuki budowlanej czyli fizyki budowli, ale często brak im krytycznej oceny treści reklamowych serwowanych przez marketing. Skutkiem tego, często bezkrytycznie powielają i rozpowszechniają szum marketingowy - czyniąc przy tym wiele szkód w powstających inwestycjach i narażając inwestorów na niepotrzebne dodatkowe wydatki zarówno w samej inwestycji, jak i podczas eksploatacji budynków przy usuwaniu błędów i wad budowlanych.

 

Inżynier budownictwa - podobnie jak lekarz czy prawnik, to zawody zaufania publicznego. Oznacza to, że zatrudniając takie osoby nie tylko mamy prawo, ale i przekonanie, iż ich aktywność pomoże w rozwiązywaniu problemów w zakresie inżynierskim, medycznym czy prawnym.

 

Zajmijmy się inżynierami budownictwa. Potwierdzam, iż od ponad 40 lat poziom kształcenia na naszych uczelniach technicznych systematycznie co roku spada z pochyłością skoczni narciarskiej, co ma odbicie w praktyce budowlanej. Dlatego, naszych uczelni technicznych nie ma nawet w pierwszych 400 uczelniach rankingu światowego - a wcześniej były i to wysoko. Przed nami są uczelnie wielu krajów tzw. trzeciego świata! Wszyscy w kraju wiedzieli o tym i nic przez te lata nie robili, by temu przeciwdziałać. Może obecnie wprowadzana reforma nauki i szkolnictwa zatrzyma i odwróci ten negatywny trend? Oby!

Spadek poziomu kształcenia na uczelniach technicznych ma wiele przyczyn. Pierwsza, to tragicznie niski poziom kształcenia w szkołach średnich. Druga, to brak egzaminów wstępnych na uczelnie. Trzecia i niezwykle istotna, to dramatycznie niskie płace na uczelniach. Wiele razy miałem propozycje powrotu na uczelnię, by kształcić studentów czyli przyszłych inżynierów. Stawiałem tylko jeden warunek: płaca na poziomie 15 tys. zł na rękę jako wykładowcy. To kończyło rozmowy, bo uczelnie mogły zaoferować wg rozdzielnika 3-4 razy mniej. Zapytam prozaicznie: który specjalista będzie pracował za wynagrodzenie sprzedawcy w hurtowni? Nauczanie studentów, to niezwykle trudna sztuka, bo wymaga w pierwszej kolejności nieustannego samokształcenia i ogromnego poświęcenia w nauczaniu. Praktycznie, nauczyciel akademicki nie ma czasu dla siebie, bo studiowanie publikacji, przebywanie w czytelniach, publikowanie, udział w konferencjach, wykłady, ćwiczenia i laboratoria ze studentami oraz nieskończone ilości godzin konsultacji dla nich - wyczerpują 16-18 godzin na dobę. Skoro uczelnie nie mogą odpowiednio opłacić nauczycieli akademickich, to nieuchronnie pojawia się pytanie: kto naucza studentów? Słabeusze nie znajdujący pracy w porządnych firmach albo osoby mądre, ale z konieczności intensywnie dorabiające na boku. W jednym i drugim przypadku, niestety traci na tym edukacja, bo albo student niewiele się dowie od nauczyciela, albo nauczyciela po prostu nie ma na uczelni a jeśli jest, to tylko do odbycia zajęć czyli pensum.

 

Nauczyciele, często dla swojej wygody, stawiają niskie wymagania studentom podczas kartkówek, kolokwiów i egzaminów, bo im większe wymagania, tym więcej trzeba przebywać na uczelni i tym więcej poświęcać czasu na ich sprawdzanie. Ba, dochodzi nawet do tego, że nauczyciel akademicki nawet nie sprawdza poziomu wiedzy studenta przynoszącego projekt czy pracę przejściową. Zalicza się „na piękne oczy”. Studenci często i gęsto przynoszą tzw. gotowce i prace kupione bezpośrednio lub przez internet. Zdarza się, że student nawet nie przeczytał tej pracy, ale zaliczył, bo nauczyciel przymknął na to oczy, mimo iż stwierdził kopiowanie.

 

Kolejną przyczyną obniżenia poziomu kształcenia są irracjonalne obowiązujące wskaźniki posiadania ilości pracowników samodzielnych i doktorów na uczelniach, co owocuje masowym wręcz produkowaniem doktorów. W efekcie, poziom dysertacji często podnosi mi włosy na głowie ze zdumienia, bo one mają mniejszą wartość niż prace przejściowe i dyplomowe z moich czasów studenckich.


Do dzisiaj na wielu uczelniach prace doktorskie sprzed 40 lat i wcześniejsze są w bibliotekach uczelnianych i są ważną pozycją w edukacji. Na przestrzeni ostatnich 30 lat miałem w ręku dziesiątki doktoratów z budownictwa i ... praktycznie tylko jeden pozostał w mojej pamięci. Tak naprawdę, to są promotorzy, którzy powinni się wstydzić promowania niektórych dysertacji. Pewna promotor w recenzji wykazała kilkadziesiąt niedorzeczności w pracy doktorantki - ją dyskwalifikujących, ale mimo to ... pracę oceniła pozytywnie. Skutkiem czego osoba nie odróżniająca błędu pomiaru od błędu odczytu ze wskaźnika, sporządziwszy na bazie gotowego programu obliczeniowego (powszechnie dostępnego) swoją prymitywną procedurę w exel-u, nazwała ją nowatorskim podejściem - uzyskała tytuł doktora - nie wnosząc niczego nowego w tej dziedzinie. Największym jej wysiłkiem było streszczenie kilku pozycji literaturowych. Dzisiaj naucza studentów i jest tytułowana ekspertem.

 

W czasie moich studiów, nauczyciele stawiali tak duże wymagania, że doby nie starczało, by sprostać. Na kin znalazłem czas dopiero na IV roku studiów, zaś do klubu studenckiego na dyskotekę wybrałem się po raz pierwszy i jedyny dopiero po obronie dyplomu. Dzisiaj kluby i dyskoteki studenckie pękają w szwach od studentów wszystkich lat - nawet pierwszych!. Do czytelni na ul. Koszykowej po niektóre książki stało się w kolejce od godziny 6 rano, mimo iż czytelnia była otwierana od godziny 8. Nigdy nie zapomnę wrażenia, gdy jako student PW przebywając w czytelni uczelnianej widziałem siedzących przy sąsiednich stolikach: docent Teresę Jędrzejewską-Ścibak, doktora Mariana Rubika a nawet profesora Witolda Wasilewskiego! Serce mi stawało, gdy uświadamiałem sobie, że ja się uczę, bo muszę zdać egzaminy, ale moi nauczyciele też nadal się uczą! Kiedy wobec tego doścignę ich w wiedzy? Wtedy zrozumiałem, że jeśli chcesz coś znaczyć w zawodzie, musisz uczyć się do końca życia!

 

Dzisiaj, kiedy bywam w czytelni Politechniki Białostockiej, tylko sporadycznie spotykam nauczycieli akademickich, zaś studentów śladowe ilości przebywających krótko głównie do skopiowania kilku stron na pendriva. W czasie wakacji w czytelni ... bywam sam na sali.

 

Kolejną przyczyną niskiej wiedzy zawodowej inżynierów budownictwa jest fatalna specyfika nadawania uprawnień budowlanych. Zgodnie z prawem budowlanym wystarcza 1-2 lat praktyki budowlanej, a ściślej wykaz praktyki poświadczony przez osobę z uprawnieniami i zdanie egzaminu ze znajomości procesu budowlanego oraz umiejętności praktycznego zastosowania wiedzy technicznej (absolwenci niektórych uczelni są zwolnieni z takiego egzaminu). Nadawane są uprawnienia budowlane do projektowania, kierowania robotami budowlanymi lub obu zakresów. Nie ma natomiast najważniejszego: egzaminu z wiedzy zawodowej. Nie ma też weryfikacji tej wiedzy podczas pracy inżyniera - uprawnienia otrzymuje się dożywotnio. Nikt, ani nic nie zmusza inżyniera do podnoszenia wiedzy zawodowej po otrzymaniu uprawnień budowlanych.

 

Jeszcze gorzej jest z trybem uzyskiwania uprawnień rzeczoznawcy budowlanego. Wystarczy 10 lat posiadania uprawnień budowlanych i „znaczący dorobek praktyczny w zakresie objętym rzeczoznawstwem”. Mamy tutaj dwie sprzeczności, bo jak można mieć dorobek w zakresie, do którego się nie ma jeszcze uprawnień, tj. rzeczoznawcy? Druga, to enigmatyczne stwierdzenie „znaczący dorobek”. Nie ma nigdzie definicji co się uważa za znaczący dorobek - zatem - 'po uważaniju'.  Nikt nie sprawdza poziomu wiedzy zawodowej rzeczoznawców.


Jeszcze gorzej jest z powoływaniem biegłych sądowych, bo nie ma zasad ich powoływania - sądy na zasadzie niezależności powołują według własnego uznania - także 'po uważaniju'. W efekcie, sądy wydają wyroki w oparciu o opinie biegłych często mających braki w elementarnej wiedzy zawodowej, zaś dla nich fizyka budowli, to czarna magia.

 

Wcale się nie wywyższam - ani z wiedzą zawodową, ani z poziomem swojej książki. Wręcz przeciwnie - już w kilku miejscach pisałem publicznie, że nie odkryłem ani jednego prawa z fizyki budowli, zaś w książce jedynie ją streściłem do 250 stron (w drugiej części) oraz na bazie swojej praktyki budowlanej, omówiłem jak praktycznie stosować fizykę budowli podczas projektowania i budowy domów - także na 250 stronach (w pierwszej części). Nie ma w niej niczego odkrywczego. Zawarłem jedynie to, co powinien wiedzieć każdy architekt i każdy inżynier budownictwa. Paradoksalne jest to, że w wyniku braku wiedzy o fizyce budowli przez tychże, wiedzę zawartą w książce powinni wpajać inwestorzy - by dopilnować wykonawców będących na bakier z wiedzą zawodową i często pozujących na fachowców pod czas budowy swoich domów.

patrz także: projektowanie błędy wykonawcze budownictwo sportowe budownictwo przemysłowe budownictwo mieszkaniowe budownictwo komunalne
« powrót
2007-2018 Wszystkie prawa zastrzeżone dla Biuro Doradztwa Budowlanego mgr inż. Jerzy Zembrowski, Białystok. All rights reserved.
wykonanie choruzy.pl ©