porady i konsultacje budowlane
Strona wykorzystuje cookies w celach statystycznych oraz poprawnego działania serwisu.
Zapoznałem się z Regulaminem Serwisu BDB.

doradztwo budowlane architektom, projektantom, wykonawcom, inwestorom

BDB porady budowlane i doradztwo techniczne

prawdy i mity - czyli co mówi fizyka budowli

Jerzy Bogdan Zembrowski

dział 708
temat nr 023

Jeszcze polska fizyka budowli nie zginęła ...


Jeden z nabywców mojej książki-poradnika i zarazem użytkownik serwisu BDB, właśnie przesłał bardzo ciekawe przemyślenia i propozycję. Mam nadzieję, że trafi to do innych ambitnych absolwentów budownictwa, a może do kogoś decyzyjnego w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego i ... wreszcie skostniała machina nauczania na uczelniach się skruszy i powieje świeżością oraz nowoczesnością? Mając to na uwadze, czynię ten wątek dostępny wszystkim - nie tylko nabywcom mojej książki. Oczywiście, zapraszam także do dyskusji.

Panie Jerzy. Nie raz już poruszałem u Pana kwestię złego programu nauczania na uczelniach, a przede wszystkim praktyk których nie ma lub są w znikomej ilości. Ja rozumiem, że robienie np. badania nośności belki żelbetowej w różnych wariantach i w różnych grupach studenckich jest drogie. Potem nie wiadomo co z tym skruszonym betonem robić itp. Oczywiście obecnie można nagrać film szkoleniowy i puszczać w nieskończoność. Ale czytając te niesamowite Pana historie z budów taka mnie myśl naszła.
Czy nie można byłoby na każdej uczelni technicznej stworzyć takiej tablicy ogłoszeń na której byłyby informacje o prowadzonych budowach i etapach prac. Jeśli kierownicy budowy zgłaszali by takie rzeczy to studenci naprawdę zaangażowani w studia mieliby z jednej strony łatwy dostęp do wiedzy i praktyki, a z drugiej strony możliwość nawiązania kontaktów i w przyszłości łatwiejszego dostępu do ofert pracy. Dodatkowo firmy budowlane nie musiałby rozwieszać wielkich banerów reklamowych typu "szukamy pracowników branż … itp." Jedna i druga strona barykady by zyskała, a jakby uczelnie się zaangażowały to jakoś wiedzy i wykonawstwa by się poprawiła. No a studenci chodziliby na egzaminy z uśmiechem na ustach  Tak mnie naszło, bo wróciłem dzisiaj z budowy (jestem tam na praktykach).


Zaczepiam jedynego człowieka na budowie, który kładzie płytki na tarasie. Pomijam kwestię błędów projektowych warstw tarasu, a o obliczeniach C-W nie wspomnę. Zadaje mu pytanie, czy chociaż pod płytkami jest położona hydroizolacja, a jak tak to jaka. Mówi mi, że nie wie bo on jest tylko od przyklejenia płytek. Chciałem pociągnąć wątek, ale on mi przerwał i mówi: "to i tak nie ma znaczenia bo za 5 lat i tak to wszystko trzeba będzie zrywać bo z wodą nikt jeszcze nie wygrał". Jak to się mówi: ręce i zawiasy mi opadły. Pytam się go czy sobie ze mnie żartuje ? On na to, że ma wieloletnie doświadczenie i tak po prostu jest. Mówię mu, że mamy XXI wiek i w budownictwie od kilkunastu lat w Polsce dostępne są rozwiązania na lata lub nawet zawsze tylko trzeba je stosować. Pyta się mnie jakie ? Pytam się go czy słyszał o bezszwowych hydroizolacjach polimerowo-cementowych lub polimerowo-bitumicznych. Odpowiedź: NIE.

Mi się w budownictwie nie udało, bo nie znalazłem stałego zatrudnienia i muszę pracować tam gdzie mi płacą, ale tak myślę o przyszłości naszych młodych zdolnych. Jeśli chcemy Polski silnej, liczącej się to musimy zachęcić i umożliwić młodzieży dostęp do wiedzy, praktyki i doświadczenia.Pozdrawiam.
Jerzy Bogdan Zembrowski

Przemyślenia Pana są logiczne, więc zdrowe, wartościowe i godne zastosowania, ale... No właśnie - wszystko się rozbija o "ale"... Jak wiemy, ryba gnije od głowy. Tak jest nie od dzisiaj, lecz od zawsze. Młodzi gniewni i ambitni, zwykle nie byli i nie są wysłuchiwani przez osoby decyzyjne.


Też kiedyś byłem młody gniewny i po kilku latach pracy na Politechnice Białostockiej, stwierdziwszy beznadziejny program nauczania w zakresie fizyki budowli, napisałem nowy program dla wydziałów budownictwa i architektury w tym zakresie. Po zatwierdzeniu pomysłu u mojego rektora, ruszyłem z nim do Warszawy do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Zostałem wysłuchany, ale poinformowany, że w tej sprawie mają się wypowiedzieć poszczególne uczelnie w kraju. Ministerstwo rozesłało mój program do uczelni z naszej branży i po kilku miesiącach otrzymałem odpowiedź, że ... uczelnie nie widzą możliwości jego wprowadzenia, bo to wiązałoby się z likwidacją jakiegoś innego przedmiotu lub wydłużeniem czasu studiów - co w obu przypadkach nie jest możliwe. Szybko zostałem sprowadzony na ziemię.


Mimo, iż to był czas poprzedniego ustroju, to do dzisiaj absolutnie nic się nie zmieniło. Ba, na uczelniach prym nadal wiodą autorytety z tamtej epoki - nie oznacza to, że bez wartości (często wręcz przeciwnie), lecz bez inwencji twórczej ku nowoczesności. Ta stagnacja udziela się też młodszym pracownikom i nadal nie widać rewolucji w procesie kształcenia na uczelniach. Stary, pożółkły program, stare wymagania i stare podejście oraz ... niskie wymagania.


To samo jest w obu izbach zawodowych: inżynierów budownictwa oraz architektów. Szefostwa w podeszłym wieku, stare przyzwyczajenia i stare wymagania. Młodzi nie mają siły przebicia - mają tylko opłacać gigantyczne składki roczne. Nauka na świecie dynamicznie idzie do przodu, powstają setki nowych programów i procedur obliczeniowych, są liczne badania, dynamika referatów z badań prezentowanych w IBPSA po prostu ... powala. Cały świat budowlany żyje fizyką budowli. A u nas? U nas nadal wykłady się prowadzi z pożółkłych kartek, laboratoria archaiczne z pomocami do ćwiczeń wydanymi przed ćwierć wiekiem, prace dyplomowe byleby odbyć, zaś poziom doktoratów spada wg kąta nachylenia zjazdu na skoczni narciarskiej.


Pan i inni młodzi widzą potrzebę zmian w kształceniu - ba, składacie ciekawe i warte przemyślenia pomysły, ale dlaczego to przypomina wołanie na puszczy? Dlaczego, ja, mimo iż dawno byłem mody, kiedy składałem szereg propozycji przez ostatnie kilkanaście lat do MNiSW w sprawie wprowadzenia nowej specjalności fizyki budowli oraz nowych zasad sprawdzania projektów budowlanych, nigdy nie otrzymałem nawet odpowiedzi? Jakbym wysłał pisma w kosmos! Dlaczego to działa w myśl zasady: psy szczekają, karawana jedzie dalej? Dlaczego, sztandarowe pisma obu izb nie przyjmują moich artykułów do opublikowania? Co ciekawe, bez uzasadnienia. Są zbyt rewolucyjne, czy może nie potrzebnie ujawniają ocean błędów popełnianych w projektach budowlanych i wykonawstwie w zakresie fizyki budowli? Czy w Polsce fizyka budowli jest na cenzurowanym? A może jej nie ma? Może błędów i reklamacji nie ma? Może nic się nie wali, nic nie pęka, nie przemarza, nie odpada i nie gnije?


Pana pomysł podglądania realizacji budów jest wartościowy, ale nie sądzę by spotkał się z przychylnością. Dlaczego? Ponieważ nie spotkałem budów bez błędów i to nie tylko z zakresu fizyki budowli - a byłem na ponad 2000 budynków. Często i gęsto nie przestrzega się przecież technologii robót. Bez refleksji betonuje się i muruje podczas ujemnych temperatur, nie stosuje się przerw technologicznych, zmniejsza wymagane zużycie produktów, stosuje zamienniki niskiej jakości itd. itp. Monitorowanie na bieżąco poszczególnych budów, to wystawianie się na krytykę i ocenę - to zmuszenie się do przestrzegania zasad fizyki budowli. Nie twierdzę, że takich budów nie ma, ale będzie trudno znaleźć, a jeszcze trudniej namówić inwestora i KB do ujawnienia publicznego procesu danej budowy.


Ma Pan rację, że zmiany wymaga także program praktyk zawodowych dla studentów i absolwentów. Tak naprawdę, cały program studiów wymaga pilnej przebudowy. Niewiele zmienią silne finansowania uczelni bez kontroli wydawanych środków. Za moich czasów, by "błysnąć" w świecie uczelni, mój pryncypał zakupił ultra nowoczesny aparat laserowy do ultra dokładnych pomiarów prędkości różnych płynów. Wydano krocie i ... stał on nawet nie rozpakowany przez 10 lat. Nie wiem jaki go spotkał los, ale wydawane dzisiaj setki milionów wg nowego programu Konstytucja dla Nauki powinny mieć ostrą kontrolę, by pieniądze nie poszły na powielanie starych badań tyle że pod nowymi tytułami, by doktoraty cechowały się nowatorskim podejściem, a nie powielaniem zagranicznych opracowań czy tematami kończącymi się we wnioskach, że "potrzebne są dalsze badania nad tym tematem".


Ciekaw jest Państwa opinii.

patrz także: błędy projektowe błędy wykonawcze fizyka budowli projektowanie
Gites

2018-11-26 10:44:07

Nie tylko w budownictwie jest taki uczelniany "beton". Doświadczyłem tego samego jeśli chodzi o elektronikę oraz kierunki morskie. Nie napisałem tego jako pocieszenie tylko próbę zwrócenia uwagi, że całe polskie szkolnictwo wyższe jest "zgniłe od głowy" a nie tylko specyficzne branże. Tak się złożyło, że mam sporo znajomych po medycynie - z ich opowieści wynika że tam jest to samo lub jeszcze gorzej.
Niestety prawda jest taka, że owa gnijąca głowa to nie władze uczelniane ale sięga to jeszcze wyżej - wiadomo gdzie. I tutaj niestety całość sprowadza się do tego, że wszystkim rządzi polityka a jak wiemy polityka to bród, szambo i dwa metry mułu.
diakon88

2018-11-26 14:35:14

Zgadzam sie, wszystko zalezy od polityki danego kraju. Kazdy chce tylko zarobic i odwalic bele jak byle stało i tyle. Żyje dopiero 30 lat alb aż 30 lat, ale odkąd się interesuje życiem na poważnie nie zauważyłem by coś sie zmieniło.. W szkołach jest jeszcze wieksze bagno niż bylo. Teraz liczy sie komórka komputer, a tam najwiecej maja do powiedzenia "marketingowcy" ich siła przebicia jest wieksza niż jednego Pana Jerzego czy autora tekstu. A ludzie ida za łatwizną taniością itp itd.. To jak w handlu autami, ludzie w autach z 1999-2004 roku chcieli by idealne cudowne bez ryski wgniotki z przebiegiem 150tys. Na zachodzie takich nie ma aut, trzeba klientowi dać taki czyli naprawić odpicować pomalować itp... Czy program naukowy się zmieni ? Wątpie.. Nie wiem jak na zachodzie w USA Kanadzie jakie tam sa uczelnie czego ucza. W Polsce tego nie bedzie niestety. Jakby nie patrzeć sporo zawodów jest zaniedbanych mało rozwiniętych. Za 100-200 lat będą roboty może one będą mądrzejsze od człowieka. Ale skoro wolimy wydawać kase na głupoty i nie potrzebne nikomu rzeczy to skąd brać kase na naukę by nasze wnuki itd miały jakąs inną wiedzę niż ta propaganda w internecie? No właśnie skąd... Odpowiedź znajdziemy w rządzacych krajem w danym roku, stuleciu...
GG

2018-11-26 20:00:31

To ja poruszyłem ten temat i może trochę naprowadzę jak ja to widzę.
1) Po pierwsze zgadzam się z moimi przedmówcami, że nikt nic nigdy nam nie da za darmo. Dlatego trzeba podejmować jakieś własne inicjatywy, aby w tej czy innej branży coś zmienić. My w budownictwie mamy takiego Pana Jerzego, którego trzeba "wykorzystać", aby coś ruszyć. Jest on nam przysłowiowym żeglarzem, sterem i okrętem w jednym. Jest również dla nas ogromną inspiracją, która nie tylko porusza ludzi związanych z branżą budowlaną, ale także zwykłych inwestorów (to taka mała wazelinka w stronę Pana Jerzego, ale jak to mówił Daniec: "dzień bez wazeliny to dzień stracony :-). Dzięki temu inżynierowie np. tacy jak ja czytamy wszystkie artykuły z wielką uwagą, bo głupio byłoby spotkać jednego czy drugiego forumowicza, żeby mnie mgr inż. budownictwa na czymś zagiął :-)

2) Rozpoczynając temat szukam rozwiązania dla młodych zdolnych, kreatywnych Polaków, którzy przymierzają się do studiowania budownictwa. Im jest dużo łatwiej o dostęp do wiedzy teoretycznej, ale jak wiemy to nie wystarczy. Wiemy też, że jak wiele dziedzin w naszym kraju jest skorumpowanych tak i w tej panuje nepotyzm i wyzysk (no może nie tak jak na prawie, ale jednak). Wiemy też, że wiedza teoretyczna nie wystarczy, a dostęp do praktyki jest utrudniony przez to co napisałem wyżej. Dlatego wrzucam temat do stworzenia jakiegoś pomysłu, który będzie na tyle sensowny i opłacalny dla wielu stron szeroko rozumianej budowy.

3) I tak z mojej strony wygląda pomysł:
- uczelnie umożliwiają stworzenie jednej strony internetowej na całą Polskę (może to być grupa dyskusyjna na FB czy innych portalach - nie znam się gdzie najlepiej to zrobić) i tam każdy może wrzucać aktualności z rynku budowlanego (oczywiście filtry takie jak miasto, data, telefon). Pracodawca czy to jest firma wykonawcza czy projektowa szukając potencjalnych pracowników musi zgłosić to na uczelni, żeby dostać nr ogłoszenia. Niby dużo zachodu, ale jeśli znajdą się studenci chętni darmowej wiedzy praktycznej to też chętnie spędzą kilka godzin w tygodniu + weekendy na budowie robiąc drobne prace np.: pomiary, sprawdzenia stanu istniejącego z projektem, wyliczenia ilości potrzebnego betonu, stali itp. Mogą przygotowywać szkice poszczególnych elementów do wykonania. Tak weryfikując mogą wychwycić kolizje, niedopracowania czy braki. Dzięki temu KB czy majster dostanie wcześniej informacje i będzie mógł zareagować u np. biura projektowego. W między czasie KB, INI czy majster będzie mógł zająć się np. zamówieniami, czy organizacją pracy. To samo się tyczy biur projektowych. Studenci mogą zacząć wykonywać rysunki wykonawcze, składać projekty, latać do archiwum miejskiego po dokumentacje archiwalne itp.

Wydaje mi się, że jedna i druga strona może zyskać. Student może poczuć się wykorzystany bo będzie to robił za darmo, ale zawsze może się dogadać. Jeśli nawet za darmo to: a) nauka kosztuje, a tutaj dostanie za darmo b) jeśli się sprawdzi to łatwiej znajdzie dobrą pracę, bo będzie polecany. Wykonawcy czy projektanci zyskają bo część roboty będą mieli zrobioną.

Może do akcji włączyłyby się wówczas izby budowlane, bo głupio im by było, że pod ich nosem rozgrywa się coś przełomowego a oni śpią. Może członkowie izb uderzyli by w stół i zapytali "na co idą te składki skoro nic nie robicie?"

Czekam na Państwa propozycje jaki i patronat nad tym Pana Jerzego, bo bez niego to możemy sobie popisać i tyle.
Jerzy Bogdan Zembrowski

2020-01-05 16:11:45

Minął ponad rok, a dyskusji nie ma. Sądzę, że zgłoszona przez Pana propozycja (ważna i cenna) trafiłaby na podatny grunt, gdyby tworzący rynek wytworzyli ssanie na inżynierów wysokiej klasy, by zapewnić sobie ... wykonawstwo wysokiej jakości. Od lat mamy model na rynku budowlanym oparty na ssaniu wytwarzanym przez deweloperów różnej maści. Oni to mając na uwadze zarabianie kroci owszem wytwarzają ssanie, ale na materiały jak najtańsze czyli lichej jakości oraz na kadrę jak najtańszą - czyli też lichej jakości. Wszystko wskazuje, że ten model pozostanie na zawsze, bo inwestorzy domów jednorodzinnych stanowią tylko niewielki procent rynku budowlanego. Owszem, to rocznie ok. 250 tys. inwestorów, ale tylko maleńki procent z nich dąży do zbudowania domu nie wysokiej, ale przynajmniej średniej jakości. To są głównie inwestorzy opierający się na mojej książce-poradniku. To raptem tylko garstka, bo 2 tysiące osób wobec 700 tysięcy obecnie budujących domy czyli ok. 0,3% inwestorów! Oni nie zmienią modelu rynku. Nawet jeśli ta ilość się potroi, to sięgnie ledwie 1%.

Widzą to producenci, bo wielu z nich nie obsługuje klientów indywidualnych, bo szkoda czasu na to. Wysyłają więc swoje produkty do hurtowni nie dbając o ich wdrożenia i tego efekty. Odczuwam to od dwóch lat, bo kiedy namawiam producentów, by weszli ze swoimi produktami do naszego serwisu BDB, by nasi użytkownicy mogli łatwo z nich korzystać, to zawsze pada ta sama ocena: to maleńki procent rynku. Dlatego wolą zasilać deweloperów - czyli produktami tak niskiej jakości, na ile się tylko da. Potwierdzenie tego łatwo znaleźć czytając wyniki kontroli materiałów budowlanych przez GUNB, gdzie w sprawozdaniach widać, iż tylko drobny procent z nich spełnia deklarowane parametry techniczne. Zatem, deklarowane wartości, to w większości fikcja. Całe szczęście, że ta instytucja jeszcze istnieje, bo bez niej mielibyśmy substytuty, a nie materiały budowlane. Cierpią na tym producenci jeszcze utrzymujący wysoką jakość produktów, ale ... Ale jedni po drugich dla ratowania zysków, tworzą po cichu produkty niższej jakości tylko na polski rynek przeznaczone, by obniżyć ich ceny.

Tak więc ta ryba, jaką jest budownictwo, gnije nie tylko od głowy, ale także od ogona ... i to coraz bardziej.

Co dalej? Dalej będę rozwijać serwis BDB - raczej filantropowo, bo na razie nie mam z niego żadnych profitów, choć nie wiem jak długo i jak długo bezpłatnie. Wszystko wskazuje na to, że będziemy zielona wyspą na spalonej ziemi - jak w Australii.

P.S. Nie rozumiem, dlaczego rząd Australii pozwala na spalenie milionów ha lasów razem z milionami tam żyjących zwierząt i tysiącami domów, zamiast zawołać na cały świat o pomoc?
GG

2020-01-05 20:17:31

Rzeczywiście odzewu nie ma to smutne . To jedynie świadczy o tym, że wykładowcy uczelni wyższych, projektanci, KB czy INI nie są zainteresowani podnoszeniem swoich wiedzy. Ba śmiem twierdzić, że jej nawet nie szukają i nie śledzą nowości wprowadzanych na rynek polski, a przecież serwis BDB jest dostępny dla wszystkich. Rutyna w pracy, kilka budów na raz, ściągnąć pieniądze i tyle.

Mimo, że minął rok, a odzewu nie mam to postanowiłem spróbować jeszcze raz wrócić do zawodu i zobaczyć co dzieje się na rynku w pracowniach projektowych. Otóż pojawiła się oferta pracy w moim mieście w pracowni projektowej jako asystent konstruktora. Zgłosiłem się i o dziwo zaproszono mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Stres ogromny, ale wewnątrz podniecenie. Zaskoczyło mnie to, że dali mi zadanie do rozwiązania – bez obliczeń, ale wyjaśnić zasadę pracy elementów żelbetowych w budynku i omówić na co należy zwrócić uwagę w pracy statycznej, gdzie będą największe wytężenia i wyrysować schematycznie przebieg zbrojenia.

Jak to zrobiłem była krótka wymiana zdań i dodatkowych pytań. Do tego momentu byli ze mnie zadowoleni co sami podkreślali. Niestety dalsza część już nie była dla mnie pozytywna. Przedstawiono mi spis koło 20 programów inżynierskich + pakiet Office (Word, Excel), gdzie miałem zaznaczyć programy, które znam i określić procentowo ich znajomość. No niestety oprócz pakietu Office i 1 programu inżynierskiego to nie zaznaczyłem nic. Oczywiście pozostałe nazwy programów znałem, ale tylko z reklam.
Pytają się mnie - dlaczego tak mało. Odpowiadam: skąd mam znać te programy. One kosztują po kilka, kilkanaście a czasem nawet kilkadziesiąt tys. złotych. Wersje testowe są na 7 dni, a szkoleń nie przeprowadza się. Na koniec była krótka rozmowa o moje wyobrażenie wynagrodzenia i skończył się tzw. polish dream. Był dalszy ciąg współpracy z tą firmą, ale to przy innej okazji jeśli ktoś będzie zainteresowany.

Puenta tej historii jest taka, że jeżeli kierownictwo uczelni nie zacznie angażować się w podnoszenie jakości i narzędzi nauczania i gonić za postępem to będą ciągle wypuszczać co roku tysiące bezużytecznych absolwentów.

P.s. Co do Australii - pytam się gdzie są ci Polscy ekolodzy, którzy tak zaciekle bronią odstrzału dzików chorych na ASF, czy protestów polskich ekoterorystów donoszących na Polskę w sprawie kornika drukarza w Puszczy Białowieskiej.
Jerzy Bogdan Zembrowski

2020-01-06 00:10:22

Sądzę, że ta pracownia nie mogła sprostać Pana wynagrodzenia, bo nauczyć obsługi każdego programu inżynierskiego można w kilka godzin. Tyle by ich kosztowało przyuczenie Pana do jednego programu.

Odnośnie ekologów, to tak naprawdę ich nie ma na całym świecie, oni z tego żyją, a ich akcje są sterowane i opłacane przez tajemnicze organizacje lub osoby. To akcje polityczne, a nie merytoryczne. Pomijając szkody w ekosystemie Australii i straconych kilka milionów zwierząt, to ilość emisji CO2 i pyłów w dymach z terenu tych pożarów sięga milionów m3 - przecież te pożary zajmują powierzchnię lasów większą niż Europa! Rząd Australii nie poprosił o pomoc świata - szczególnie organizacji ochrony środowiska, a świat biernie nadal się przygląda. Nie wiem, chore to czy celowe?
GG

2020-01-06 12:06:54

Kończąc tę moją historię z powrotem do zawodu.
Na końcu rozmowy kwalifikacyjnej, kiedy to poinformowano mnie, że mam za duże wymagania finansowe – podziękowano mi za zainteresowanie ich pracownią. Wówczas to wyszedłem z propozycją. Ze względu na chęć podniesienia moich umiejętności i możliwość nauki pracy na nowoczesnych/topowych programach inżynierskich zaproponowałem, że mogę pracować za darmo popołudniami i wieczorem, a jeśli wykonam projekt, który można sprzedać to kwestie finansową pozostawiam dla właściciela. Pomyślałem, że wiedza kosztuje, a jak mogę ją dostać za darmo to czemu nie. W końcu mogę tylko zyskać. Podjąłem wyzwanie, a oni się zgodzili. Całe szczęście, że właściciel jest pracoholikiem i pracował do późnych godzin nocnych. Niestety poświęcono mi w sumie 15 min (słownie piętnaście minut) w ciągu miesiąca. Miałem być przyuczany do obsługi programów, a dostałem projekt do zrobienia. To akurat było super, bo lepiej pracować nad czymś konkretnym, a nie zadaniami teoretycznymi.
Gorzej, że zamiast skupiać się nad rozwiązaniami inżynierskimi, poświęcałem większość czasu nad szukaniem i czytaniem instrukcji obsługi tych programów. To była żmudna i nieefektywna praca, ale nie było wyjścia.

Historię moją opisałem nie po to, żeby się chwalić czy użalać nad sobą, ale aby pokazać jedną z możliwości „wykorzystania” studentów do pracy w szeroko rozumianej branży budowlanej. Uważam, że dzienny pobyt na budowie, czy w pracowni jest więcej wart niż tygodnie spędzone na wykładach czy w laboratorium. Oczywiście nie kwestionuje konieczności wiedzy teoretycznej na uczelniach, ale połączenie z praktyką to tworzy dopełnienie do całości. Ile razy spotkałem się, że student nie wiedział, jak zabrać się za inwentaryzację i na jakie elementy zwracać uwagę. Słyszał gdzieś o nadprożu (mówił: „to coś nad oknem”), ale wskazać już nie potrafił, a co dopiero zinwentaryzować na potrzeby konstruktora.

Co do kilkugodzinnego szkolenia z programu inżynierskiego. Pozwolę się z Panem nie do końca zgodzić (choć czynię to bardzo rzadko, gdyż Pana wiedza przewyższa moją o galaktyki ☹). Obecnie tworzy się programy – kombajny. Często są to programy 3D w technologii BIM. Jest tyle miejsc, współczynników, zakładek itp. rzeczy, które można przeoczyć czy zapomnieć, że w ciągu kilku godzin to można poznać ogólną / ramową zasadę działania. Jak wiemy nasz zawód nie wybacza błędów i jakiekolwiek przeoczenie może spowodować tragiczne w skutkach konsekwencje. To tak jakby Pan chciałby nauczyć obsługi programu WUFI w kilka godzin. No nie da się – chyba?
Jerzy Bogdan Zembrowski

2020-01-06 14:32:32

Nie chciałem zaśmiecać szczegółami, ale te kilka godzin nauczania wskazałem przy założeniu, że osoba nauczana jest inżynierem konstruktorem oraz że po poznaniu zasad i właściwości danego programu (właśnie w czasie kilku godzin) - osoba ucząca się siądzie do programu w trybie "sam na sam" i przez kilka do kilkunastu dni - nauczy się go "na blachę" wykonując obliczenia testowe opierając się na kilku już wykonanych projektach. Po takim doskonaleniu, jest się gotowym do samodzielnego korzystania z danego programu. Zasada ta dotyczy każdego rodzaju programu wspomagającego projektowanie.

Dopiero potem należy sięgać do pracy w trybie BIM. Nigdy w innej kolejności. Pana propozycja wobec tej pracowni była nie tylko uczciwa, ale godna podziwu, bo bez kosztów pracowni. Skoro pracownia z Panem nie podjęła pracy, to znaczy że idą na ilość bez jasnego planu na przyszłość. Tacy pracownicy jak Pan: aktywni i gotowi do poświęceń w imię jakości, to skarb i wartość dodana dla każdego pracodawcy. Się nie zdziwię, jeśli po tej dyskusji otrzyma Pan propozycję angażu od pracowni bardziej ambitnej - czego życzę.

P.S. Przed 30 latami, kiedy formowałem zespół do współpracy, właśnie takich osób szukałem i niestety zdarzało się znaleźć tylko jedną osobę na 100. Takim osobom mogłem ze spokojem proponować wynagrodzenie prowizyjne i wszyscy byli zachwyceni, a najbardziej ja, bo oczekiwałem, że będą zarabiać bez ograniczeń, co miało miejsce. Gdzieś już o tym pisałem.
Dawid W.

2020-01-09 10:48:58

To i ja dodam coś od siebie.

Mam trochę podobne doświadczenia jak GG.

Od 20 lat zajmuję się serwisem urządzeń chłodniczych, klimatyzacyjnych, wentylacyjnych. W między czasie m.in. ukończyłem wydziały mechaniczny (urządzenia chłodnicze) i inżynierii środowiska (urządzenia cieplne i zdrowotne) aby pogłębić wiedzę.
W zawodzie najpierw fizycznie pracowałem, później nadzory na inwestycjach, doradztwo, przeróbki źle wykonanych instalacji, pomiary, oceny związane z moją pracą.
Więc doświadczenie jako takie posiadam.

Już na studiach zauważyłem że program nauczania to głęboka miniona epoka. Na moje uwagi ciągle słyszałem że się nie da programu zmienić.
Chcąc dalej się rozwijać i zrobić uprawnienia ukończyłem kursy obsługi programów cadowskich i pakiet IS ponieważ na studiach woleli robić na ćwiczenia WF zamiast ćwiczenia laboratoryjne z projektowania.
Z biegiem czasu, stwierdziłem że niestety gdy się nie projektuje na co dzień wiedza ucieka.
Podjąłem próbę współpracy z biurami projektowymi na zasadzie jak GG. Pracuję popołudniami/weekend na projektami za darmo ale potrzebuję czasem pomocy/nauki w kwestiach mi nie znanych. Jeżeli projekt się sprzeda dogadamy się co do wynagrodzenia a po jakimś czasie może współpraca już płatna.
Zero - tyle biur, projektantów było chętnych wykorzystać moją wiedzę praktyczną w zamian za naukę. Argument - pewnie za chwilę będę chciał dużo pieniędzy albo zrobią sobie konkurencje. Moje argumenty że chce to robić bo lubię a pracę mam dobrą i nie chcę jej zmieniać nie pomagały.

Ogólnie smutne mam podsumowanie - programy nauczania mamy fatalne, produkujemy inżynierów kiepskiej jakości, o dobrą praktykę jest ciężko, wykonawcy nie uczą się teorii i są kiepscy, inwestorzy chcą tylko tanio, za dobrze wykonane projekty, pomiary itp nikt nie chce płacić
Jerzy Bogdan Zembrowski

2020-01-09 12:46:27

Tak jak są różnej klasy absolwenci, tak ci absolwenci idą potem na rynek i ... Jedni po kilku latach pracują u kogoś, inni zakładają swoje interesy, a inni zmieniają zawód. Aktywni i ambitni - jak Pan, jak GG - motają się jak ryby w sieci, bo widzą marazm na uczelniach i niedostosowanie programu studiów do rynku, a z drugiej strony widzą pogoń za zyskiem pracodawców bez baczenia na jakość.

Aż się prosi o powołanie prawdziwych klastrów jakości zawodowej. Takich, gdzie będą wykłady i zajęcia praktyczne doskonalące wiedzę i umiejętności zawodowe. Gdzie będzie nowa wiedza - ta, którą pominięto na uczelniach. Gdzie powstaną grupy ludzi współpracujących ze sobą, by świadczyć usługi zdalaczynne innym. Na początek w ramach zajęć dodatkowych i popołudniowych, a z czasem wydzielonych jako nowe przedsięwzięcie. Dzisiaj nie trzeba mieszkać w tej samej miejscowości, by współpracować. Dużo się mówi o BIM, a swój BIM można bez trudu stworzyć w jeden dzień i współpracować na odległość bez granic. Pomysł jest - warto tylko się nad nim pochylić.

Oczywiście, takie pomysły powinny promować obie izby zawodowe: PIIB oraz IARP, bo takich osób aktywnych jak Panowie na pewno w kraju jest kilkaset. Uczelnie kształcą coraz gorzej, bo słabe wynagrodzenia powodują, że na uczelni wybitnych raczej nie ma, a jak są to pojedyncze osoby. Spada poziom kształcenia, bo profesorowie umierają, a na ich miejsce nie ma następców, bo prace doktorskie są w większości pracami dyplomowymi studentów sprzed 40 lat. Poziom obecnych doktoratów jest tak żenujący, że często się zastanawiam, gdzie honor i wstyd ich promotorów. Przecież je opiniują i widzą, że dysertacja, to kpina. Już pomijam błędy ortograficzne doktorantów, choć rażą, ale poziom wiedzy zawodowej jest żenujący. Tyle, że jaki ma być skoro to niedawny absolwent uczelni, której nie ma w 700 uczelniach w świecie? Niskiej wiedzy nauczyciele akademiccy wypuszczają na rynek absolwentów o jeszcze niższej wiedzy i ... Koło się zamyka.

Spotykam inżynierów projektantów, którzy nie rozumieją co liczy dany program komputerowy. Wstawiają dane i ENTER. Nie są w stanie przeczytać wyników i ich zinterpretować. W efekcie, błędnie wprowadzone dane rodzą błędne wyniki, ale o nich nikt nie wie. Pisałem już o posadowieniach na płycie na styropianie, ale słupy podpierające taras zespolony ze stropem posadowiono na gruncie. Na zwróconą przeze mnie uwagę o herezji projektant się broni, że grunt, to też podłoże sprężyste. Dopiero na pytanie czy grunt ma taką samą sprężystość jak EPS, pojawia się konsternacja. Nie jestem konstruktorem, ale fizykę i mechanikę znam. Konstruktor bez zastanawiania zapakował dane posadowienia płyty i słupów na takim samym podłożu. Dom w budowie i pękają połączenia płyty tarasu na wieńcach - pękają bo muszą, bo pojawia się coraz większe obciążenie od domu i EPS się ugina. Widzę to ja "na oko", że projekt ma błędy, ale nie widzi młody konstruktor, co niedawno ukończył uczelnię i uzyskał uprawnienia. Uzyskiwanie uprawnień, to kolejny temat do dyskusji ...
GG

2020-01-12 12:54:03

Cieszę się z tego co napisał Pan Dawid W. Już myślałem, że jestem sam, że ze mną coś nie tak. Powoli przekonywałem siebie, że może trzeba pracodawcom zacząć płacić za naukę w myśl zasady wiedza kosztuje, bo praca za darmo jest już "passe" ;-) Rynek wiedzy uczelnianej, a w konsekwencji inżynierów jaki jest to każdy inwestor widzi ;-)

Wracając do tematu co można jeszcze zrobić, aby podnosić wiedzę studentów - oczywiście tych co poważnie myślą o zawodzie.
1) Cykl instruktaży, które Pan Jerzy wprowadził wydaje się być strzałem w 10-tkę. Zdjęcia przekażą więcej niż 1000 słów. Myślę, że takich instruktaży na niemieckich stronach producentów chemii budowlanej jest dużo więcej, tylko trzeba by było to przetłumaczyć.
2) Gdzieś widziałem filmy instruktażowe niemieckich producentów chemii budowlanej. To już jest szczyt marzeń. Te filmy traktowały o np. hydroizolacjach polimerowo-bitumicznych. Kilkugodzinne seanse ze szkoleń jak poprawnie wykonywać te czy inne prace. Co najważniejsze to sami wykładowcy zakładali rękawice, pace w dłonie i do dzieła. W trakcie omawiali wszystkie aspekty wykonawstwa, nadzoru i odbioru prac. Do takich filmów mieć dostęp, wstawić napisy i było by super.
3) Kiedyś Pan Jerzy opisywał egzaminy w Niemczech czy Austrii kandydatów na uprawnienia wykonawcze. Pewnie gdzieś w branżowych pismach niemieckich czy austriackich są relację jak to wygląda, jakie są zadania i pytania. Może i są filmy z takich egzaminów. Coś na wzór naszych zbiorów doświadczeń z egzaminów na uprawnienia budowlane. Może Pan Jerzy ma lub może mieć dostęp do takich materiałów i kilka z nich udostępnić.
4) Może na uczelni powinien być przedmiot (choćby 1 półrocze) o nazwie np. odpowiedzialność zawodowa inżynierów. Tam byłyby przedstawiane np. katastrofy budowlane, wady projektowe, wykonawcze i ich poważne konsekwencje. Może uświadomiłoby to młodym adeptom branży budowlanej, że uleganie nachalnym namowom inwestorów, wykonawców, przedstawicielom handlowym może mieć poważne konsekwencje. Uświadomienie inżynierom, że w sądach bez dowodów są przegrani, a słowo przeciw słowu się nie liczy. Przedstawione sprawy sądowe i wielotysięczne odszkodowania może skłoniłyby ich do pochylenia się nad wiedzą inżynierską, a nie tylko kopiuj / wklej z broszurki reklamowej, czyli w myśl zasady zarobić, a nie narobić się.
Jerzy Bogdan Zembrowski

2020-01-12 13:27:09

W miarę możliwości czasowych będę wzbogacał zakładkę z instruktażami tu w serwisie, a będą coraz ciekawsze i bardzo praktyczne - przydatne właściwie wszystkim: wykonawcom, inżynierom i inwestorom. Jak w roki 1991 powiedział do mnie pan Perthen - szef laboratorium wdrożeniowego firmy Furtenbach: projektant powinien wiedzieć tyle samo co wykonawca, a wykonawca tyle samo co projektant. Trochę w tym przesady, bo wykonawca nie zna matematyki wyższej, ale idea i sens działań właściwy. Właśnie tej zasadzie hołduję od tego czasu.

Jak wiele razy pisałem gdzie się da, uważam że ogromną część winy za niską jakość kształcenia inżynierów ponosi PIIB, gdyż od nie ma żadnego nacisku na ministerstwo, by udoskonalać system i program kształcenia. PIIB nie sonduje u pracodawców kierunków potrzeb rynku i nie naciska ministerstwa ku takiemu działaniu. PIIB nie prowadzi szerokiego programu kursów dokształcających dla inżynierów - np. w ramach wysokiej przecież składki członkowskiej. Dokładnie tak samo jest w IARP. To jest jeden wielki marazm. Uprawnienia nadaje się w ten sam sposób jak 70 lat temu - bez sprawdzania wiedzy zawodowej, a to jest tragikomedia.

Odnośnie nadawania uprawnień wykonawczych, to jest kpina, bo takich powinny udzielać izby zawodowe wykonawców poszczególnych branż, ale takich u nas nie ma. Kiedyś skasowano izby rzemieślnicze i PIIB nadaje uprawnienia do kierowania robotami, a nie do ich wykonywania. To co opisywałem kiedyś na FB dotyczyło Austrii. Tam są izby rzemieślnicze i mają ważne znaczenie na rynku budowlanym - identycznie jest w Niemczech.

Nie ma żadnego dziennikarza, ani jednego portalu w Polsce, który by relacjonował procesy sądowe w sprawach budowlanych. To byłaby seria bardziej chętnie czytana od kryminałów! Dawałaby też skutek, o którym Pan pisze, bo z jednej strony mobilizowałaby inżynierów do solidnej pracy, do żądania od obu izb kursów dokształcających i na pewno dawałaby skutek prewencyjny i odstraszający przed tumiwisizmem. Trochę o tym pisałem na FB i tutaj w dziale "z życia wzięte", ale nie mam czasu by podać więcej, a mam tych spraw kilkaset. Także ciekawe są procesy sądowe aktualne, w których uczestniczę. Gdyby TVP zechciała się tym zająć, to byłaby większa chyba oglądalność niż z sanatorium miłości.  Za drugą stroną kurtyny DZIEJE SIĘ, ale o tym cichutko w mediach.
2007-2020 Wszystkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.