porady i konsultacje budowlane
Strona wykorzystuje cookies w celach statystycznych oraz poprawnego działania serwisu.
Zapoznałem się z Regulaminem Serwisu BDB.

doradztwo budowlane architektom, projektantom, wykonawcom, inwestorom

BDB porady budowlane i doradztwo techniczne

prawdy i mity - czyli co mówi fizyka budowli

Jerzy Bogdan Zembrowski

dział 708
temat nr 019

Skąd się biorą błędy w budynkach?


Tworzenie budynków, to dziedzina napędzająca gospodarkę oraz dająca ludziom komfort bytu. Mówiąc o tworzeniu budynków, mam na myśli: projekt+ wykonawstwo i przy tym nadzór nad wykonawstwem. Skąd się biorą zatem błędy w ich tworzeniu i kto jest winien?

Winne są uczelnie i szkoły, że nie zapewniają wysokiego poziomu kształcenia. Nasze najlepsze uczelnie techniczne są gdzieś w czwartej setce na świecie - czyli blisko końca rankingu. Pozostałych tam trudno znaleźć. Program studiów praktycznie nie zawiera fizyki budowli na wydziałach architektury, bo przedmiot ograniczony do wymiaru godzin zajęć w-f i bez egzaminu, co studenci odbierają jako niepotrzebny balast. Na wydziałach budowlanych jest nieco lepiej, ale też w wydaniu raczej encyklopedycznym. Jedynie na wydziałach o specjalności ogrzewnictwa i wentylacji fizyki budowli jest dość dużo (choć za mało), ale od projektantów instalacji sanitarnych architekt wymaga jedynie doboru urządzeń i średnic rur i przewodów, a nie jakichkolwiek analiz. Rankingu szkół zawodowych i techników nie ma, bo tych szkół praktycznie nie ma. Ma się coś zmienić, ale na efekty trzeba poczekać przynajmniej kilka lat.

 

Winne są organizacje samorządowe inżynierów i architektów, bo nie dążą do dokształcania o fizyce budowli swoich członków, mimo iż ci płacą spore składki roczne. Kilkanaście lat temu proponowałem cykl szkoleń z zakresu praktycznej fizyki budowli dla 6 regionalnych izb architektów i 3 izb inżynierów budownictwa. Otrzymałem podobne odmowy z ... powodu braku środków (chciałem, by opłaciły izby, by wykłady były bezpłatne dla uczestników). Organizacje te nie biorą udziału w licznych międzynarodowych szkołach i konferencjach organizowanych przez IBPSA i nie są na bieżąco w możliwościach wykorzystania praktycznej fizyki budowli we współczesnej praktyce projektowej. Ba, redakcja najważniejszego dwumiesięcznika architektów „Zawód Architekt” odmówiła mi zamieszczenia w nim reklamy mojej książki, gdyż - cytuję: „treść książki nie odpowiada linii programowej pisma”. Teraz też, mimo iż 2 tygodnie temu zawiadomiłem wszystkie regionalne oddziały PIIB oraz IARP by zamieściły notkę prasową o bezpłatnych przecież 5 moich wykładach przez internet w zakresie fizyki budowli - do dzisiaj nie otrzymałem ani jednego odzewu - ani na „tak”, ani na „nie”.

 

Winni są projektanci, bo generalnie ich projekty od roku 2015 nie spełniają rozporządzenia w sprawie zawartości projektu budowlanego oraz ustawy o charakterystykach energetycznych. Nadal się używa pojęcia „projekt do uzyskania pozwolenia na budowę”, mimo iż od roku 2015 to pojęcie zniesiono. W efekcie, powstają nie projekty, a półprojekty zawierające jedynie gabaryty budynków i rozplanowanie pomieszczeń, rozwiązania konstrukcyjne i instalacyjne. Nie ma w nich zwykle ani rysunków detali mających wpływ na straty ciepła, ani wyników analiz optymalizujących zawarte rozwiązania, a charakterystyki energetyczne nie zawierają optymalizacji zużycia energii lecz jedynie porównanie do losowo wybranego wariantu zasilenia w energię.

 

Winni są wykonawcy, bo mając w ręku niedopracowane projekty budowlane, nie żądają od inwestorów czy KB dopracowania projektów, a sami silą się na rozwiązania i pomysły wykonawcze - mimo, iż PB daje im możliwość żądania uściśleń w projektach. Często wykonawcy sami odstępują od rozwiązań projektowych dla ułatwienia lub potanienia sobie kosztów prac czy skrócenia czasu budowy - łamiąc przy tym zasady sztuki budowlanej.

 

Winni są Kierownicy Budów, bo widząc niedopracowane projekty nie żądają od projektantów ich uzupełnienia, a często sami decydują o odstępstwach od projektów, mimo iż tego czynić nie powinni, bo PB nadaje możliwość wprowadzenia odstępstw tylko autorom projektów. Winni są KB bo nie naciskają na PIIB, by organizowała szkolenia dokształcające dla podniesienia wiedzy zawodowej z fizyki budowli, co skutkuje tym, że często ich wiedza zawodowa zatrzymała się na poziomie studiów. Inżynierowie mało się dokształcają we własnym zakresie. Na ogólnopolskich konferencjach technicznych 90% uczestników stanowią prelegenci oraz osoby z nimi związane, młodzi naukowcy i osoby oddelegowane służbowo. A przecież mamy ponad 10 tysięcy czynnych architektów i ponad 150 tysięcy czynnych inżynierów budownictwa. Dla porównania, na najbliższy mój wykład przez internet zapisało się 1200 osób, w tym tylko 155 architektów i 324 inżynierów - co jest niezłym wynikiem jak na pierwszy raz, ale co z pozostałymi? Inna sprawa, że może są też inne formy dokształcania, a moje wykłady niczego wartościowego nie wieszczą? Ciekaw jestem opinii po pierwszym.

 

Winni są inwestorzy, gdyż w przeważającej większości dążą do ograniczenia wydatków na budowę nie bacząc na skutki. W efekcie, dochodzi do zaskakujących scen, gdy inwestor chce zatrudnić kogoś na funkcję KB i oferuje mu 1-2 tysiące zł albo mniej za całą budowę, a nie miesięcznie. Z takiej rozmowy osoba podejmująca się funkcji KB otrzymuje jasny przekaz, że budowa będzie szła swoim torem, a jego rola ma się ograniczyć do wpisu do DB, iż była zgodna z projektem i sztuką budowlaną. Raczej sporadyczne są sytuacje, gdzie inwestorowi zależy na faktycznym kierowaniu budową przez KB. Winni są inwestorzy, bo wybierają wykonawców najtańszych, a nie rzetelnych i przestrzegających zasad sztuki budowlanej. Chętnie się zatrudnia takich, którym robota „pali się w rękach” i dom w SSO powstanie w 2 miesiące, a nie pół roku. Winni są inwestorzy, bo zatrudniając KB, których nie ma na budowie codziennie, wywołują u wykonawców jasne przekonanie, że na budowie, to oni są panami - a to oznacza, że można inwestorowi wcisnąć co się da i jak się chce. Można też łatwo ukryć fuszerki, bo wykonawcy nikt nie sprawdza ani co stosuje, ani jakie czyni przerwy technologiczne. Winni są inwestorzy, bo generalnie nie zatrudniają Inspektorów Nadzoru Inwestorskiego, mimo iż PB daje im taką możliwość. Inwestorzy nie zatrudniają INI, bo to oznacza kolejny wydatek kilku i więcej tysięcy podczas budowy. A to właśnie INI jest jedyną drogą do powstania domu bez błędu, bo on kontroluje nie tylko wykonawców i jakość ich robót oraz zgodność z projektem, ale także kontroluje KB i co najważniejsze, jest jedyną osobą w procesie budowlanym, która reprezentuje interesy inwestora. Winni są inwestorzy, bo pozwalają stosować na budowie najtańsze produkty i chwalą sobie kupowanie przez wykonawców najtańszych produktów - zapominając przy tym, że najtańszego mięsa nie ma w restauracjach, a jedynie karmi się nim psy. Winni są inwestorzy, bo dla wygody sami nie sprowadzają materiałów na budowę lecz cedują to na wykonawców. Dzięki temu mają dużo wolnego czasu i nie zawracają sobie głowy zakupami i to w odpowiednim czasie, by wykonawca miał czym pracować. Wtóruje inwestorom przepis obniżający VAT na materiały, gdy kupuje je wykonawca, co pozwala inwestorowi obniżyć koszt budowy. Debilne prawo, ale tak jest. Efekt tej na pozór korzyści inwestora jest taki, że nie ma on kontroli nad poprawnością stosowanych produktów i ich jakością. Wykonawca kupuje najtańsze produkty, bo im mniej wyda, tym większy jego zysk. Stąd produkty najtańsze wcale się nie reklamują, bo ich reklamą jest niska cena. Tyle, że za niską ceną stoi często niska jakość. Często wykonawca pakuje się w problemy nieświadomie, bo skąd ma wiedzieć, że zakupiony produkt jest bezwartościowy? Skąd on ma wiedzieć, że zakupiony wiosną - przestał zimą w hurtowni w magazynie nie ogrzewanym, mimo iż musi stać w temperaturze powyżej zera? Albo skąd ma wiedzieć, że towar był transportowany nocą w czasie mrozu? Skąd ma wiedzieć, że towar stał w markecie na placu w pełnym słońcu, mimo iż na opakowaniu stoi, że nie może być magazynowany w temperaturze powyżej 30 C?

 

Rolą niezależnego doradcy technicznego jest doradzać, a czasami odradzać - jeśli są zasadności techniczne czy ekonomiczne. Z góry niczego ani żadnego materiału nie można dyskwalifikować. Zupełnie inaczej rzecz się ma, gdy dochodzi do analiz. Często i gęsto dyskwalifikuję jakiś materiał, ponieważ jego producent nie wysilił się by zbadać go w zakresie charakterystyki wilgotnościowej czy rozszerzalności cieplnej.

 

Nie wiem,czy Państwo wiecie, że jakość produktów poznaje się po ilości badań i ujawnionych z nich raportach albo wynikach podawanych w KT. Nie ma znaczenia,że w KT stoi slogan typu "dobra dyfuzja pary" - to informacja dla koła gospodyń wiejskich. Dla inżynierów ma być konkretna wartość albo współczynnika oporu dyfuzji "mi", albo wartość oporu Sd oraz grubość warstwy. Jeśli producent podaje takie dane, mamy podstawy do uwzględniania jego produktów w analizach c-w. Jeszcze lepiej jeśli producent zbada i poda funkcję lambda=f(w) oraz mi=f(w) - czyli zależności przewodnictwa cieplnego i oporu dyfuzji od wilgotności materiału. Niestety, producenci są ustawieni na rynku polskim na zysk. Ci sami producenci np. w swoich krajach mają często zbadane takie charakterystyki, ale w Polsce nie. Jak ich pytam o to, otrzymuję odpowiedź, że nie badają bo rynek tego nie wymaga, więc komu mają badać? A badania kosztują słone pieniądze.

 

Poniekąd to racja, bo skoro architekci i inżynierowie nie pytają o te dane, to po co mają wydawać pieniądze na takie badania? Kiedy koresponduję z moimi odpowiednikami z takich krajów jak Niemcy, Austria, Szwecja czy Norwegia a ostatnio Kanada, to oni nie mogą się nadziwić, że w Polsce producenci nie badają charakterystyk wilgotnościowych swoich materiałów. Pytają mnie: jakie więc charakterystyki projektanci biorą do analiz cieplno-wilgotnościowych? Kryjąc uśmiech, odpowiadam, że poza mną to chyba nikt albo prawie nikt ich nie wykonuje. Nie wierzą. Pytają: na jakiej podstawie się projektuje domy i budynki ogrzewane? Kiedy odpowiadam im, że w zakresie cieplno-wilgotnościowym przeważnie "na Bolka oko", to pytają a kto to ten Bolek? Wyjaśniam, że materiały dobiera się "na czucie" - nie wierzą.

 

Nie wierzą, ale tak jest. U nas się projektuje na czucie. Parodia, prawda? Parodia fizyki budowli i parodia z inżynierii. U nas projekt, to bryła i kolory elewacji oraz wystrój wnętrza. Na drugim miejscu jest konstruktor, by się budynek nie zawalił. Na trzecim miejscu jest instalator i czasami elektryk. Tak wygląda projektowanie, które wywołuje szok i niedowierzanie. Nie znajduję w projektach analiz optymalizacyjnych energetyczno-ekonomicznych. Przegrody typu ściana, dach, podłoga czy taras a także stolarka okienno-drzwiowa są dobierane byleby spełniały wartość współczynnika przenikania ciepła U wobec aktualnych WT. Dla budynków nie optymalizuje się zużycia energii, a wyłącznie by spełnić dopuszczalną wartość wskaźnika zużycia energii pierwotnej EP. Analiz c-w także się nie wykonuje podczas projektowania, zaś czasami spotkać można obliczenia kondensacji pary wodnej, ale tylko w warunkach statycznych (frsi) - czyli nigdy nie występujących. Analiz c-w w warunkach rzeczywistych nie spotkałem dotąd ani razu - na prawie 2200 projektów różnych obiektów. Systemy wentylacji, ogrzewania i c.w.u. dobiera się wyłącznie wg mody i trendów marketingowych - nie wykonuje się przy tym analiz optymalizacji kosztów inwestycyjnych ani eksploatacyjnych. W Polsce nie jest kompletnie znany, a od lat stosowany na zachodzie tryb projektowania budynków „value engineering” co po polsku jest niczym innym jak optymalizacją kosztów. Wydatki inwestora u nas,  kompletnie nie są brane pod uwagę - zarówno inwestycyjne, jak i eksploatacyjne.

 

Jaki z tego wniosek? Projektanci w jakiś sposób psują domy inwestorom, bo nie wykonując analiz c-w, przez to nie wymuszają na producentach badań wilgotnościowych ich produktów. Dzięki temu, projekty są niedopowiedziane i tak naprawdę niezgodne z przepisami. Dzięki temu nie projektant, lecz inwestor sam sobie wybiera termoizolację - korzystając z "mądrych" pism kolorowych i takichże portali, a czasami za "mądrą" podpowiedzią wykonawców. Paranoja, ale taki mamy rynek budowlany. Dzięki temu wybiera się materiały wg najniższej ceny, a nie konieczności technicznej. Co gorsza, to materiały wybiera ten, który nie ma zielonego pojęcia o fizyce budowli i o procesach zachodzących w domach - czyli inwestor lub wykonawca.

 

Zatem,dopóki projektanci nie wejdą na ścieżkę profesjonalizmu, dopóki nie będą wołać o charakterystyki produktów od producentów, dopóty producenci nie wykonają szerokich badań wilgotnościowych swoich wyrobów. Wiele razy widziałem zażenowanie przedstawicieli producentów, gdy na targach prosiłem ich o charakterystykę cieplno-wilgotnościową danego produktu. Wyglądało, że zadaję pytania z innego świata.

 

Chyba jest jasne wszystkim, że dopóki zawartość mojej książki czy podobnych (jeśli są) nie zostanie wdrożona do praktyki projektowej i wykonawczej, to podstawowym pytaniem w mediach budowlanych będzie nadal kabaretowe zapytanie: wełna, czy styropian, a może pianka lub nadmuchiwana celuloza? I zaraz marketing będzie wychwalał każdy swoje a projektant zapyta klienta: jakim materiałem mam panu ocieplić ścianę czy dach albo z czego mam zaprojektować ściany? Tymczasem, fizyka budowli nakazuje, by wyboru materiałów budowlanych dokonywać wg analiz cieplno-wilgotnościowych i energetycznych, zaś systemów ogrzewania, wentylacji i c.w.u. wg analiz energetyczno-ekonomicznych. Bolka oka w tym wszystkim nie ma!

 

Tak w telegraficznym skrócie wygląda przekrój przez tort nazywający się „tworzenie domów” w Polsce. Możliwe, że coś w Państwa głowach zostaje z korzystania z serwisu BDB, przecież korzysta już ponad 50 tysięcy osób. Na pewno inwestorom i wykonawcom pomaga moja książka-poradnik, bo nie tylko otwiera oczy na wiele dotąd pomijanych zagadnień, ale przede wszystkim podaje rysunki detali podstawowych elementów z poprawnymi rozwiązaniami. Na pewno ta książka pomaga też projektantom z tego samego powodu - otrzymuję stale takie sygnały proszące o więcej rysunków w serwisie BDB. Na pewno pomogą też moje wykłady przez internet - już zadbam o to. Kto jeszcze nie zaopatrzył się w książkę, niechaj to zrobi - dopóki jest. Kto się nie zapisał na wykłady, niechaj to uczyni, bo lada dzień zaczynamy.

patrz także: analizy cieplno-wilgotnościowe analizy optymalizacyjne budowa domu jednorodzinnego budownictwo komunalne budownictwo mieszkaniowe budownictwo przemysłowe budownictwo sportowe błędy projektowe błędy wykonawcze domy energooszczędne fizyka budowli projektowanie projekty budowlane projekty wykonawcze porady architektom porady inwestorom porady inżynierom porady wykonawcom
Emilian

2018-09-03 10:54:21

Z podatkiem VAT to wygląda troszkę inaczej, wykonawca płaci ten sam WAT 23% co inwestor, ale dom może sprzedać inwestorowi z 8% WAT, co powoduje że pozostałe 15% ma do zwrotu od Urzędu Skarbowego, ale to już inna bajka, i wcale nie wesoła.
Jerzy Bogdan Zembrowski

2018-09-03 18:10:11

Chodzi o to, że taka forma zakupów materiałów przez wykonawcę jest na rękę inwestorom, bo zaoszczędzają owe 15%, ale niestety przez to inwestorzy tracą kontrolę nad wdrażanymi materiałami, co w praktyce dość często prowadzi do kupowania przez wykonawców materiałów nieodpowiednich ale za to o najniższej cenie, albo do nieuczciwości np. stosowania produktów przeterminowanych które zostały z innej budowy, albo wręcz zaniżania zużycia, by zostały na inną budowę.
GG

2018-10-29 13:08:26

Świetny artykuł. Sama kwintesencja tego co obserwuje się na co dzień, ale nie umie się tego słowami wyrazić lub nie wypada tego powiedzieć.
Stanę trochę w obronie inwestorów i pozwolę się nie zgodzić z tym, że inwestorzy chcą zaoszczędzić na KB czy INI. Znam kilka przypadków w których KB czy INI brał duże pieniądze za swoją robotę, a i tak nie było go na budowie tłumacząc się, że on to wszystko ma pod kontrolą i przyjeżdża tylko na ważne odbiory. Tutaj nie ma większego znaczenia kto ile bierze. Jeśli ktoś zatrzymał się z wiedzą na hydroizolacji fundamentów emulsjami asfaltowymi to żadne pieniądze inwestora nie zmienią jego wiedzy i podejścia do budownictwa. Taki KB czy INI będą zawsze żerowali na inwestorze mamiąc go długoletnim doświadczeniem w branży. Myślę, że klu całej sprawy jest w uczelniach. Jeśli one nie będą "wypuszczały" prawdziwych inż. z wiedzą to należy zapomnieć o poprawie. Jeśli nie będzie systemu obowiązkowego zbierania pkt. za szkolenia, sympozja, warsztaty itp. dla architektów i inżynierów to nic się nie poprawi. Jeśli izby nie będą "gwałcone" przez samych zainteresowanych przez zgłaszanie i dofinansowywanie czy wręcz opłacanie z ich składek szkoleń to nie będzie dobrze. Tylko to wymusi na w/w zaangażowanie w wiedze i umiejętności, a to spowoduje zdrową rywalizację lub wymianę wiedzy i doświadczenia między inżynierami. Jeśli do tego dojdzie strach przed utratą możliwości wykonywania zawodu to nikt by nie odpuszczał. Państwo też powinno dołożyć cegiełkę w budowanie dobrego stanu rzeczy poprzez różnego rodzaju dofinansowanie i atrakcyjne kredyty. To wszystko zmusiłoby producentów urządzeń budowlanych jak i producentów oprogramowania do udoskonalenia i tworzenia produktów które pełniałyby wymogi rynku.
Jerzy Bogdan Zembrowski

2018-10-29 21:50:05

Świat budowlany w Polsce jest zdeprawowany przez zbyt dosłownie rozumianą liberalizację prawa budowlanego. Rynkiem rządzi marketing, a nie projektanci i inżynierowie budownictwa. Deweloperem może zostać każdy, każdy może zostać wykonawcą. Projekty wykonuje się w takim stanie, by inwestor mógł łatwo uzyskać pozwolenie na budowę, a podczas robót wykonawca sam dobiera technologie nie bacząc w projekt. KB będą na garnuszku inwestora pilnuje jego interesów oraz porządku administracyjnego, a nie fachowości robót czym oddaje pełnię władzy wykonawcom, a ci otrzymują prowizje od handlowców za wdrożenia ich produktów. Jak w każdej dziedzinie, są ludzie i ludziska. Do tego bardzo niski poziom nauczania i kompletnie rozleniwione obie izby zawodowe. Teraz ma być wprowadzone niewolnictwo przez te izby. Cyrk, za który płacą inwestorzy, a banki zacierają ręce, bo koniunktura.
« powrót
2007-2019 Wszystkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.