porady i konsultacje budowlane
Strona wykorzystuje cookies w celach statystycznych oraz poprawnego działania serwisu.
Zapoznałem się z Regulaminem Serwisu BDB.
projektuj i buduj bez błędów!

prawdy i mity - czyli co mówi fizyka budowli

Jerzy Bogdan Zembrowski

dział 708
temat nr 021

Wytyczne ITB i Polskie Normy, a błędy w domach


Jeden z użytkowników serwisu BDB będąc wykonawcą zadał takie oto pytanie:
Jak wiadomo prawidła wykonawcze zawarte są w Warunkach Technicznych Wykonania i Odbioru Robót Budowlanych opracowywanych przez Instytut Techniki Budowlanej. Do tego jeszcze dochodzą Polskie Normy budowlane. Mamy więc szereg wytycznych i wskazówek na prawidłowe wykonanie danej realizacji.
Pytanie moje jest następujące: czy wg Pana oceny - powyższe opracowania łącznie z PN już są z błędami, czy może są zbyt ogólnikowo napisane, że na etapie projektowania domów. czy ich stawiania popełnia się tak wiele grzechów?
Jako wykonawca często zastanawiam się, czego będzie się trzymał rzeczoznawca oceniający moją pracę. Na jakiej podstawie oceniał będzie moją pracę, w oparciu o co, i czy jego ocena będzie opisywała stan rzeczywisty.
Sprawy są dla mnie dziwne. Bo te wszystkie normy i opracowania nie są dostępne dla każdego, w sposób darmowy. A powinno być wręcz odwrotnie - nim zaczynamy coś robić, dostajemy kryteria i wytyczne oceny. Trochę wygląda to tak jakbym jeździł samochodem a nie wiedziałbym za co mogę dostać mandat.

Zgłoszony problem zawiera kilka związanych ze sobą zagadnień i wymagają one szerszego omówienia.

Przede wszystkim, trzeba podkreślić, że od czasu wejścia Polski do UE, normy nie są obowiązujące - za wyjątkiem powoływanych do stosowania w rozporządzeniach. Wynika to z faktu, iż normy tworzy się na użytek szczególny dla danego czasu i epoki, a nie na wieki. Przykładowo, 30 lat temu przy obliczaniu strat ciepła istnienie mostków ciepła uwzględniało się poprzez procentowy dodatek do wyników obliczeń współczynnika przenikania ciepła oraz jako dodatek do obliczonych strat ciepła podstawowych. Dodatki te były ustalane arbitralnie na podstawie mocno uproszczonych technik obliczeń przypadków najczęściej występujących. Ponieważ badania na obiektach wykazały, że taki sposób często zawyża lub zaniża straty ciepła w obrębie mostków ciepła nawet o 80% i więcej, 20 lat temu wprowadzono w normie konieczność stosowania się do katalogu mostków cieplnych. Powodem tej zmiany był fakt, iż powstały już mocniejsze komputery i można było obliczać przepływ ciepła dla najczęściej występujących mostków. Badania nadal wykazywały niedo- lub przeszacowania nawet o 30%, więc kilka lat temu wprowadzono nową wersję normy a sposób uwzględniania i obliczania mostków ciepła przy sporządzaniu projektów budowlanych pozostawiono ... do uznania projektantowi. 

Odtąd projektanci mają pozornie lżej, bo norma nie zmusza do czegokolwiek. To jednak tylko pozór, że teraz projektanci mają łatwiej, bo to jest pułapka i mają dużo gorzej - nawet gigantycznie gorzej. Otóż, jeśli powstanie obiekt i nikt nie zgłosi nigdy roszczeń, wszyscy śpią spokojnie. Jeśli jednak dochodzi do roszczeń i procesu przed sądem, projektant który nie uwzględnił poprawnie mostków ciepła, odpowiada materialnie za nieodpowiednie uwzględnienie mostków. Ta sama norma podpowiada, by przy projektowaniu stosować dokładne komputerowe metody obliczania mostków ciepła - nawet wyróżnia dwie klasy takich programów - jednakże pozostawiając projektantowi do uznania ich stosowanie.

Uczestniczyłem w setkach procesów sądowych i żaden projektant nie mógł się wykręcić przed odpowiedzialnością. Pewne małżeństwo architektów czmychnęło nawet po procesie za ocean, bo sąd zasądził im 330 tys. zł odszkodowania na rzecz inwestora, gdy okazało się, że trzeba przeprowadzić poważny zakres robót z demontażem wielu elementów i ponownym ich wykonaniem, zaś ubezpieczyciel odmówił wypłaty z polisy, bo błędy uznał za świadome.

Tak więc, skoro norma przytaczana przez rozporządzenie (czyli obowiązująca) daje projektantowi uznaniowość, to on ponosi odpowiedzialność za to czy zastosował taką lub inną metodę obliczeń. On może nawet nie obliczać - jego uznanie. Sąd nie przyjmuje wyjaśnień projektanta, iż nie wykonał obliczeń bo nie miał narzędzi do takich obliczeń. Sąd stoi na stanowisku, że nie mając komputera czy programu obliczającego, można takie obliczenia zlecić komuś, kto to potrafi i ma do tego narzędzia.

Dlaczego normy nie są obowiązkowe - poza przytaczanymi w przepisach prawnych? Powód jest jeden: nadrzędna nad normami jest fizyka budowli i jej prawa oraz wnioski z nich wynikające. Każdy przypadek budynku jest inny i każdy musi być tak zaprojektowany i potem wykonany, by spełniał wymagania fizyki budowli. To jest ten nigdzie nie zdefiniowany termin "sztuka budowlana", a występujący w Prawie Budowlanym. Projektant, wykonawca, czy kierownik budowy - wszyscy muszą stosować się do sztuki budowlanej. Ba, w normach nawet mogą być błędy merytoryczne lub drukarskie i to nie daje nikomu podstaw do obrony uzasadniając, iż stosował się do normy a ta wprowadziła w błąd. Dlaczego? Ponieważ owa sztuka budowlana jest nadrzędna, a ta nie zna pojęcia "błąd". Dlatego tak ważne jest, co podkreślam w swojej książce, że należy na każdym kroku przestrzegać zasad sztuki budowlanej - czyli fizyki budowli.

Tak samo jest z wytycznymi opracowanymi przez ITB. One nie są wyrocznią ani dokumentem obowiązującym, a jedynie służą pomocą. Czyli jeśli ktoś będzie prowadzić roboty wg takich wytycznych, a mimo to powstaną wady, to żaden sąd nie przyjmuje wyjaśnień wykonawcy, iż trzymał się ściśle tych wytycznych i nie ponosi winy za błędy. Proszę przeczytać co w każdym zeszycie wytycznych ITB jest zapisane we wstępie - cytuję: "W celu ułatwienia opracowywania specyfikacji technicznych ITB w ramach działalności statutowej opracowuje - w formie oddzielnych zeszytów - instrukcje określające warunki techniczne wykonania i odbioru robót budowlanych". Zwróćmy uwagę na słowa "w celu ułatwienia". Zatem, te wytyczne są tylko ku pomocy wykonawcom i osobom kontrolującym czy odbierającym roboty.

Rolę pomocniczą wytycznych ITB podkreśla także inny zapis w każdym zeszycie i to już na wstępie: "Roboty należy prowadzić zgodnie z projektem budowlanym". Oznacza to, że podczas budowy czegokolwiek projekt budowlany jest święty, a nie zdanie inwestora, wykonawcy czy kierownika budowy. Projekt budowlany! W każdych wytycznych ITB widnieje na pierwszych stronach powtórzony zapis z Prawa Budowlanego "Odstępstwa od projektu budowlanego powinny być każdorazowo potwierdzone dokumentem, który stanowi część dokumentacji technicznej i jest podpisany przez projektanta i inwestora". Zwróćmy uwagę, że tu nie ma klasyfikacji odstępstw. W praktyce, inwestorzy i wykonawcy, a także często Kierownicy Budów zwykle traktują (ich zdaniem) niektóre odstępstwa za mało istotne lub drobne i realizują roboty jak chcą i czym chcą - wg własnego uznania. Tymczasem, Prawo Budowlane jednoznacznie wskazuje, że klasyfikacji odstępstw dokonuje wyłącznie autor projektu budowlanego - nikt inny - i on podejmuje określone prawem kroki w zależności od tego co i jak sklasyfikował.

Jaki z tego wszystkiego płynie wniosek? Że przewodnikiem podczas budowy jest wyłącznie projekt budowlany. Jeśli wykonawca wykona roboty ściśle trzymając się zapisów projektu budowlanego i dotrzyma wymagań technologicznych dotyczących stosowanych produktów, to za skutek tych robót odpowiada projektant, a nie wykonawca czy ktokolwiek inny. Dlatego, jeśli wykonawca nie znajdzie w projekcie opisu robót czy rysunków detali - nie powinien sam wprowadzać jakichkolwiek rozwiązań, bo projekt jest niedopracowany. W takich przypadkach należy - zgodnie z prawem - zgłosić do inwestora lub KB swoje zastrzeżenia co do projektu. Oczywiście, takie zastrzeżenia należy zgłaszać wyłącznie na piśmie - za pokwitowaniem odbierającego. Nie należy się bać takiego kroku, bo doskonale kryje plecy wykonawcy. Bez tego, w sądzie przegra każde roszczenie, bo są pyta o dokument zgłoszenia zastrzeżenia. Jeśli go nie złoży a sam zastosuje rozwiązanie, tym samym przenosi pełną odpowiedzialność na siebie. Ba, zwalnia z odpowiedzialności projektanta, inwestora oraz KB. Czy to jednak ma sens? Czy wykonawcy warto aż tak ryzykować? W imię czego?

Oczywiście, wykonawców na pole minowe non-stop wpuszczają reklamy i foldery reklamowe producentów, bo niemal wszędzie czytamy: "inni wybrali nasze rozwiązania, a ty?". Wielu wykonawców to uspokaja, bo skoro inni wybrali, to czemu ja mam nie wybrać? Nie do wykonawcy jednakże należy wybór, lecz do projektanta. Po to istnieje funkcja projektu budowlanego. Do wykonawcy należy ściśle trzymać się projektu oraz wymagań technologii stosowania danego produktu. Przykładowo, jeśli w KT produktu jest napisane, że preparat gruntujący należy nanieść w ilości 0,3 kg/m2 oraz że należy odczekać min. 24 godziny przed kolejną warstwą, to tego trzeba przestrzegać. Wielu wykonawców sądzi, że to są nikomu nie potrzebne zapisy i można je zlekceważyć. Zapewne tak będzie - do czasu, gdy nie powstaną roszczenia. Podczas rozpraw sprawdza się ilość zakupionego materiału i dzieli się na powierzchnię zastosowania. Mamy wówczas czarno na białym ile wyniosło zużycie materiału.

Co z tego wynika? To, że inwestor powinien skrupulatnie gromadzić faktury z zakupów - niezależnie czy on kupował, czy wykonawca. To glejt w razie, gdy dojdzie do roszczeń. Jednakże, to samo dotyczy wykonawcy. Jeśli przed sądem wykaże odpowiednią ilość zakupionych środków, zdejmie z siebie odpowiedzialność za zbyt małe ich zużycie. To także dla niego glejt.

Co ma począć wykonawca, gdy ma w ręku projekt z niedomówieniami? Ma żądać (na piśmie) od inwestora, by przedstawił projekt dopracowany, a nie jakiś półprodukt będący załącznikiem do wniosku o wydanie pozwolenia na budowę. Nie wszyscy wiedzą, że od 2 lat mamy zmienione Rozporządzenie, w którym już nie ma zapisu o projekcie stanowiącym podstawę do uzyskania pozwolenia na budowę, co było tratwą ratunkową dla niemal wszystkich autorów projektów - dzięki czemu powstawały takie półprojekty, byleby uzyskać pozwolenie na budowę. Takie projekty nie są dopracowane i wykonawcy tak naprawdę nie mają prawa budować, bo tak są tylko gabaryty i wymiary, zaś opis techniczny sprowadzony do absolutnego minimum, w którym autor rozwodzi się nad tym jaką to wspaniałą architekturę zastosował i wkomponował się w otoczenie. To jest beletrystyka nikomu nie potrzebna, Wykonawcom potrzebny jest opis techniczny, z którego ma dowiedzieć się jak i czym budować.

Pamiętajmy: od roku 2015 jest tylko jedna forma projektu budowlanego! Wskazane rozporządzenie zawiera szczegółowe wymagania jaka ma być forma projektu budowlanego, opisu technicznego oraz części rysunkowej. Jeśli wykonawca nie znajdzie szczegółów, ma podstawę prawną do uznania, iż projekt nie spełnia tego rozporządzenia i ma podstawę do wstrzymania robót albo ich nie podjęcia - chyba, że chce na siebie przenieść odpowiedzialność za roboty i dzieło.

Jeśli inwestor otrzyma zastrzeżenie o niekompletności projektu budowlanego od wykonawcy lub od KB, ma podstawę prawną do zwrócenia się do autora projektu (na piśmie) by ten projekt uzupełnił. Tutaj ważna uwaga: projektant ma obowiązek usunąć braki i projekt uzupełnić - bez dodatkowego wynagrodzenia, bo to nie będzie zlecenie o zmianę projektu, lecz o eliminowanie braków w projekcie.

Dlatego, projektanci powinni mieć się na baczności i przyjmując zlecenie na projekt budowlany, niechaj zapomną o starych nawykach, że będzie to projekt byleby uzyskać pozwolenie na budowę! Takiej formy już nie ma od roku 2015! Jest tylko jedna forma PROJEKT BUDOWLANY.

Zwracam też uwagę na kolejny tryb stosowany od wielu lat, że niby projekt do pozwolenia na budowę ma nie zawierać obliczeń, rysunków detali ani instalacji sanitarnych i elektrycznych, że taki zakres dopiero ma projekt wykonawczy! To największa bzdura! Wspomniane rozporządzenie takiej formy nie rozróżnia, natomiast  owszem inne rozporządzenie o realizacji obiektów ze środków publicznych zawiera termin "dokumentacja techniczna", a w nim jednym ze składników jest projekt wykonawczy, którego podstawowym celem jest ujednolicenie wymagań technicznych i zakresu robót, by można było sporządzić kosztorys dla oferentów. W każdym innym przypadku ma byc projekt budowlany.

Raz jeszcze podkreślam - projekt budowlany ma zawierać: szczegółowy opis techniczny, część obliczeniową, uzasadnienie rozwiązań oraz część rysunkową ogólnobudowlaną, architektoniczną i wszystkich instalacji - w takim stopniu uszczegółowienia, by wykonawcy mieli jednoznaczne podstawy do wykonania zgodnie z projektem i ... sztuką budowlaną, bo ta także obowiązuje wykonawców.

Jeszcze jedna uwaga. Niektórzy projektanci usprawiedliwiają niekompletność projektu tym, że im nie wolno podawać nazw handlowych przewidywanych produktów. Nic z tych rzeczy. To mit! Żaden przepis tego nie zabrania. Ba, są rozwiązania, w których obowiązkowe jest wskazanie nazwy handlowej produktu - jeśli jego zastosowanie jest konieczne, by uzyskać poprawność rozwiązania, a na rynku nie ma innego lub są ale o nieodpowiednich parametrach. Jeśli projektant nie chce być posądzony o stronniczość, powinien w projekcie podać wymagane własności stosowanych produktów, np. opór dyfuzji, przyczepność, wytrzymałość na ściskanie itp. - zamiast nazw handlowych. Niedopuszczalne jest natomiast sformułowanie typu "system ocieplenia wg producenta" - to cytat z jednego z projektów. Podobnie, niedopuszczalne jest określanie w opisie przekrojów na rysunkach, że stosuje się styropian "EPS podłoga". Ma być uszczegółowienie techniczne tego styropianu, bo produkuje się wiele odmian. I nie chodzi wcale o określenie styropianu w kropki, ciapki czy srebrzystego albo kolorowego. Takimi zwrotami można operować u cioci Zuzi na imieninach po kilku kieliszkach, a nie w projekcie budowlanym - najważniejszym dokumentem technicznym na każdej budowie.
patrz także: projektowanie projekty budowlane projekty wykonawcze wykonawstwo
PiotrekZet

2018-09-13 11:39:28

Mam pytanie. Napisał Pan, że w czasie budowy nie należy zbytnio polegać na normach czy warunkach ITB,ponieważ one mogą zawierać błędy, nie są bezpośrednim wyznacznikiem przy ewentualnej sprawie sądowej. Ok, rozumiem. Wie Pan także jak wygląda w Polsce szkolnictwo i jaki jest poziom wiedzy większości polskich projektantów i KB. A nawet gdy któryś z nich próbował by się dokształcać, to na to wygląda, że nie ma z czego bo sztandarowe publikacje które można by uznać za wytyczne są błędne? Skąd zatem zdobywać? Rozszerzać? Uzupełniać swoją wiedzę? Może Pan podać jakieś pozycje z których należy czerpać wiedzę budowlaną? Jednocześnie jeśli ktoś usłyszy zarzuty, na co można się powołać by obronić później swoją rację? Ja swoje studia brzydko mówiąc przespałem, byłem zbyt mało dociekliwy, a z drugiej strony widząc kadrę nauczającą marne szanse, że otrzymałbym odpowiedź na wiele pytań. Zresztą w sądzie nie powiem: bo tak mówili w szkole, tylko muszę podać konkretną pozycje? Jak to ugryźć?
Jerzy Bogdan Zembrowski

2018-09-13 15:00:35

Nie należy traktować, że normy czy wytyczne ITB są błędne. Owszem, zdarzają się błędy, ale sporadycznie i są mało znaczące. Chodzi o to, że ani normy, ani wytyczne nie są wyrocznią, bo nie odnoszą się do konkretnych zastosowań. Przykładowo, nie uwzględniają one warunków pogodowych, czasowych czy geologicznych, a te są niezwykle ważne i wpływające na prace budowlane. Są zatem jakimś przewodnikiem i na pewno podpowiedzią, ale nie są nakazem. Dlatego, w praktyce każdy uczestnik procesu budowlanego odpowiada za swój zakres na danej konkretnej budowie czyli jak postąpił wobec sztuki budowlanej, a nie czy postąpił zgodnie z normą czy wytycznymi. W praktyce rodzi to poważne problemy w dochodzeniu swoich racji - szczególnie podczas roszczeń.

Na biegłych sądowych nawet nie ma co liczyć, bo procedura ich powoływania wcale nie zapewnia ich najwyższej wiedzy zawodowej, choć może zdarzają się wyjątki, ale ja o nich nie słyszałem. Spotkałem dotąd kilkaset osób traktowanych przez sądy jako biegłych, ale ani razu nie trafiłem na takiego, który miałby wiedzę chociaż na poziomie podstawowym. Nawet o poziomie nie można powiedzieć, bo nie ma do czego porównać. Brakuje im wiedzy tak elementarnej, że nie ma tematu, w którym można by omówić jakieś zagadnienie, zaś o dyskusji nawet nie ma mowy. Zapewne wynika to z faktu, iż osoby te nie uzupełniają wiedzy od wielu lat. Nie pamiętają prostej matematyki ani zjawisk fizycznych. Żenujące, ale prawdziwe i nikt nie wie jak to się stało, że na biegłego sąd może powołać kogo chce i jak chce. Stąd trafiałem na biegłych nie mających wykształcenia wyższego, a jak mieli wyższe, to mało kiedy kierunkowe. W efekcie "biegły" konstruktor wypowiadał się o zjawiskach przepływu pary wodnej i wymiany ciepła nie mając o tym najmniejszego pojęcia.

Na rzeczoznawców budowlanych też nie ma co liczyć. Wprawdzie, tutaj jest nieco lepiej, bo rzeczoznawcy mają wyższe wykształcenie budowlane, ale poziomem wiedzy często też nie grzeszą. Co gorsza, spotykałem rzeczoznawców z tytułem doktora, którzy pisali w opiniach dla sądów takie brednie, że na miejscu promotorów tych doktorów zapadłbym się ze wstydu pod ziemię. Kuriozalne, ale nie trafiłem na sąd, który sprawdzałby specjalność rzeczoznawcy. Wystarczało, że ma uprawnienia rzeczoznawcy budowlanego, zaś nikogo nie interesowało, że tenże ma specjalność instalacji sanitarnych a wypowiada się w sprawie konstrukcji albo odwrotnie. Niedawno trafiłem na doktora rzeczoznawcę, który dla sądu napisał opinię obliczając współczynniki przenikania ciepła dla styku nadproża z tarasem jakby to była przegroda płaska. W efekcie, napisał wnioski dyskwalifikujące projektanta i wykonawcę, zaś prawda była zupełnie inna. Rozwiązanie w projekcie i wykonane przez wykonawcę nie było idealne, ale dopuszczalne i nie tworzyło wady. Moja opinia dla sądu nic nie znaczyła, bo była na zamówienie strony. Dopiero po niemal wymuszeniu na sądzie skierowania o dodatkową opinię przez instytut uczelni wyższej sąd dostał opinię identyczną jak moja i sąd zmienił wyrok uniewinniając projektanta i wykonawcę. W stosunku do tego rzeczoznawcy adwokat projektanta złożył skargę do Izby, ale skutek jak kamieniem w wodę. Trwa cisza już od prawie roku.

Zatem, jak chyba we wszystkim: człowieku sam dbaj o swoje plecy. Uważam, że jedynym i chyba najlepszym wyjściem jest stale powiększać swoją wiedzę zawodową. Trzeba czytać i studiować opracowania, referaty, publikacje, sprawozdania z badań itp. To jedyna forma. Niestety, nie podam ani jednej pozycji, która załatwiałaby sprawę. W swojej książce, owszem zawarłem niemal cały przekrój zagadnień z fizyki budowli, ale tylko w zakresie tworzenia domów i to murowanych. Nie ma w niej zagadnień właściwych dla domów drewnianych, szkieletowych, budynków przemysłowych, użyteczności publicznej czy zabytkowych. Chociaż druga część mojej książki jest właściwa dla tych wszystkich, bo fizyka budowli jest ta sama dla wszystkich rodzajów budownictwa.

W niej zamieszczam wykaz piśmiennictwa. Dobrałem go starannie. Są to pozycje, które każdy inżynier powinien przestudiować. Każda z nich jest inna i każda wartościowa. Nie zamieściłem publikacji będących powtórzeniem innych, co niestety często ma miejsce w praktyce. Kolejność jest alfabetyczna, ale dla bezkonfliktowego uzupełniania wiedzy należy zacząć od publikacji Pogorzelskiego, Bogosłowskiego i Wasilewskiego. Potem obowiązkowo Fanger i Kneule. Dalej inne już w dowolnej kolejności.
Tomasz

2018-09-13 16:47:09

"Jeszcze jedna uwaga. Niektórzy projektanci usprawiedliwiają niekompletność projektu tym, że im nie wolno podawać nazw handlowych przewidywanych produktów. Nic z tych rzeczy. To mit! "
Niestety ten mit odbił się czkawką wielu inwestorom w sektorze publicznym, zwłaszcza jeżeli inwestycja realizowana była ze środków unijnych.
Urząd Marszałkowski obcinał nawet do 20% dopłaty za nazwy handlowe w dokumentacji projektowej. Nie pomagały nawet zapisy "..lub inny o nie gorszych parametrach..".
Jerzy Bogdan Zembrowski

2018-09-13 22:14:36

To nie urząd obcinał dopłaty, lecz ludzie tam zatrudnieni albo podzlecani do takiej roboty. Może mieli w tym swój cel? A może to była bezmyślność? Jak pisałem, są miejsca gdzie należy podać nazwę handlową jeśli tego wymaga poprawność rozwiązania i wyjątkowość produktu. Jeśli przewiduje się więcej produktów o tych samych właściwościach, to jasne jest, że podawanie nazwy handlowej nie musi być podawane - wystarczy podać wymagane parametry.
SB

2018-09-13 21:50:47

Mógłby Pan polecić jakieś czasopisma budowlane, które warto zaprenumerować oraz te od których lepiej trzymać się z daleka?
Jerzy Bogdan Zembrowski

2018-09-13 23:07:56

Co do pierwszej części pytania, chętnie wskażę, natomiast  co do drugiej, to mam swoje zdanie, ale nie mogę podać publicznie.


Z czasopism krajowych warto czytać stale:
MATERIAŁY BUDOWLANE
WARSTWY
CIEPŁOWNICTWO OGRZEWNICTWO WENTYLACJA


jako uzupełnieni warto przeglądać pisma:
INŻYNIER BUDOWNICTWA
PRZEGLĄD BUDOWLANY
FORUM BUDOWLANE
MAGAZYN INSTALATORA

Obowiązkowo trzeba studiować materiały konferencyjne ze wszystkich ogólnopolskich i międzynarodowych konferencji budowlanych, np.:
> Trwałość i Skuteczność Napraw Obiektów Budowlanych

> Konferencja Naukowa Komitetu Inżynierii Lądowej i Wodnej PAN oraz Komitetu Nauki PZITB - Krynica

> Fizyka Budowli w Teorii i Praktyce

> Konferencja Naukowo-Techniczna REMO

 

Najnowsza wiedza na temat praktycznej fizyki budowli znajduje się na portalu IBPSA

« powrót
2007-2019 Wszystkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.